Pokazywanie postów oznaczonych etykietą czarny bez. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą czarny bez. Pokaż wszystkie posty

piątek, 16 września 2016

SOS PONTACK Z CZARNEGO BZU

Witajcie :) czas pędzi, jesień się zbliża a cudowne wszelkiej maści niszowe owoce dojrzewają i czekają aż po nie sięgniemy, takie superfoods prosto z natury ;) Dzisiaj czarny bez w nieco innym wydaniu niż sok czy syrop chociaż te pyszne i pełne zdrowia. Dzisiaj czarny bez w starym angielskim wydaniu czyli SOS PONTACK, pełen aromatycznych przypraw. Przepis intrygujący, niezbyt skomplikowany a sos idealny do mięs, ryb, marynowania lub wzmacniania smaków innych sosów, dressingów. Jest jeden mały minusik - sos podobno osiąga poziom ,,nieba w gębie,,  po 7 latach leżakowania!  Czyli do buteleczki dopieramy się dopiero w... 2023 ?  No niekoniecznie,  można degustować już po 6 miesiącach ale warto zrobić buteleczkę więcej i skitrać gdzieś w czeluściach szafki na te kilka lat wtedy będzie ,,jak stare dobre wino, ;)


Przepis z którego korzystam z ksiąźki Dzika kuchnia Łukasza Łuczaja nie zawiera cukru chociaż widziałam też przepisy z jego dodatkiem. To zależy czy lubimy bardziej wytrawny smak czy nieco zrównoważony słodką nutą; można ew. dosłodzić sos na etapie gotowania odrobiną soku/syropu z czarnego bzu.
Niektóre przepisy proponują też ocet winny lub jabłkowy pół na pół z octem balsamicznym. Jeśli dysponujecie to zamiast gałki można dać liść macisu/kwiatu muszkatołowego - osnówka z powierzchni galki muszkatołowej, dostępna w sklepach z przyprawami. Niektóre przepisy sugerują odcedzenie przypraw ale źródło Łukasza Łuczaja książka Food for free zaleca zlanie do butelki sosu razem z przyprawami, w sumie chyba o to chodzi by sos nabierał mocy z przypraw przez cały czas leżakowania.


SOS PONTACK 
nazwa pochodzi od nazwy restauracji na Lombard Street w Londynie.

1/2 litra owoców bzu czarnego
1/2 litra octu
łyżeczka soli
szczypta gałki muszkatołowej
40 ziaren pieprzu - o mnie pieprz długi
12 goździków
kawałek imbiru drobno pokrojonego
cebula pokrojona w kosteczkę
można też dodać 4 ziarenka ziela angielskiego




Umyte owoce wkladamy do glinianego lub szklanego naczynia i zalewamy zagotowanym wcześniej gorącym octem, przykrywamy.  Wstawiamy najlepiej na noc do nagrzanego do 100/120 stopni piekarnika. Ostatecznie proces ten można skrócić do 3-4 godzin. Po tym czasie odcedzamy płyn, odciskając owoce. Dodajemy przyprawy i gotujemy 10 minut. Przelewamy wraz z przyprawamy do wyparzonej buteleczki i dobrze zakręcamy. Odstawiamy na min. 6 miesięcy.




Sos w momencie zlewania do butelki już jest fajnie aromatyczny chociaż nie ma konsystencji sosu jako takiego, raczej coś pomiędzy syropem a likierem ale być może nabierze jeszcze gęstości podczas leżakowania. 



No to smacznego... w 2023 ;) 





Czytaj dalej »

sobota, 24 maja 2014

PLACUSZKI CESARSKIE PACHNĄCE LATEM...


W powietrzu czuć już lato, świeci słońce i temperatury sięgają 30 stopni, wreszcie pojawiły się pierwsze polskie truskawki, kwitnie i obłędnie pachnie czarny bez.
Jedni robią z niego pyszne nalewki, inni dobroczynne syropy... 
Ja postanowiłam zrobić pachnące latem śniadanko czyli kwiaty czarnego bzu w postaci placuszków. Podobno był to ulubiony przysmak cesarza Franciszka Józefa, stąd nazwa placuszki cesarskie. 




Ciasto na placuszki można przygotować na wiele sposobów, może to być ciasto jak na racuchy lub gęste ciasto naleśnikowe; z mlekiem lub na maślance. Jak kto woli i lubi.
Ja proponuję ciasto naleśnikowe z odrobiną proszku do pieczenia, dodatkiem świeżo otartej skórki z cytryny i cukrem waniliowym.

PLACUSZKI CESARSKIE CZYLI KWIATY BZU W CIEŚCIE 
na ok.10 placuszków 

10 świeżo zebranych baldachów kwiatów bzu czarnego, tych w pełnym rozkwicie *
1 szkl.mąki 
1 szkl.mleka
1/2 łyżeczki proszku do pieczenia ( lub troszkę wody gazowanej)
jajko
szczypta soli
łyżka cukru waniliowego
trochę otartej skórki z cytryny ( niewoskowanej)
olej do smażenia 

Kwiaty bzu przeglądamy pod kątem ,,nieproszonych gości,, ew.delikatnie płuczemy chociaż ja tego nie polecam, bo stracimy w ten sposób bardzo aromatyczny pyłek, który znajduje się na kwiatkach.

Z podanych składników wyrabiamy ciasto ( musi być nieco bardziej gęste niż naleśnikowe). Na patelni rozgrzewamy olej. Kwiaty bzu maczamy w cieście trzymając za ogonek kwiatostanu, następnie kładziemy na rozgrzany olej a przy pomocy nożyczek odcinamy łodygi kwiatostanu 
( robimy to w miarę dokładnie bo łodyżki są lekko gorzkie). Jeśli to konieczne dolewamy na placuszek jeszcze trochę ciasta. Przewracamy i smażymy na złoto z drugiej strony.





Podajemy z owocami i cukrem pudrem lub z ulubionym syropem np. również z kwiatów bzu.... 

* oczywiście zbieramy kwiaty poza miastem, ja pozyskałam kilka na działce znajomych.

Smacznego.... 



Czytaj dalej »
Copyright © 2014 Kulinarne zapiski , Blogger