poniedziałek, 1 czerwca 2015

MARYNOWANE KWIATY BZU CZARNEGO

Witajcie:) dzisiaj marynujemy.... kwiaty bzu czarnego. Robiliście to już...?
Kwiaty bzu czarnego najczęściej wykorzystuje się do przygotowania syropu, czasem się suszy lub dodaje do placuszków.  Co powiecie na proste marynowanie w wyniku którego otrzymujemy właściwie produkt,, dwa w jednym,, czyli zamarynowane kwiatki i aromatyczny ocet który może być świetną bazą do dressingów a kwiatki dodatkiem do przystawek i sałatek.?  Nie przekonanym dodam tylko, że sposób zastosowania obu składników marynaty czesto pojawia się w przepisach znanych szefów kuchni a więc sprawdzony już na żywych organizmach ;)
Przygotowanie banalnie proste.



MARYNOWANE KWIATKI BZU CZARNEGO 

* baldachy kwiatów
* ocet z białego wina
* słoiczki


Jedyne co trzeba zrobić to pozyskać kwiaty bzu z w miarę czystego środowiska. Nastepnie - to apropo's żywych organizmów :)) trza się im dokładnie przyjrzeć pod kątem małych żyjatek i te ujżawszy usunąć. Jeśli wzrok nasz słaby jest to koniecznie trzeba wziąć w obroty okulary lub lupkę ;) Delikatnie je wypłukać - najlepiej pojedyńcze baldachy. Po osączeniu z wody jeszcze raz zbadać czujnym wzrokiem ;) Następnie ręcznie lub nożyczkami poobrywać same drobne kwiatki, ew. z najcieńszymi gałązkami.
Tak pozyskane umieścić w wyparzonych słoiczkach, zalać octem z białego wina. Sloiczki szczelnie zamknąć, wstawić do garnka z wodą i powoli podgrzewać do jej zagotowania. Gotować ok. 5 minut. Wyłączyć gaz i zostawić do wystudzenia.
Po miesiącu będą gotowe.



Otwarty słoiczek zużyć w ciągu 2-3 miesięcy
Zamknięte postoją ok. roku.
Stosować do dressingów, przystawek, sałatek itp.


Jak się zamarynują będą przepisy z ich użyciem ;)

Dodaję do akcji:
Domowy Wyrób



Jeszcze ciąg dalszy odpowiedzi na pytania w LBA, do której to zaprosiły mnie Pandeczki :) 
                
 1. Jak długo prowadzisz bloga? Będzie to już rok i 5 miesiecy....
 2. Najdroższe jedzenie jakie kiedykolwiek jadłaś?  jadłam homara i baaardzo pyszną szynkę z truflami :) ale czy to najdroższe...? ;) 
 3. Danie, które zawsze chciałabyś spróbować?  Myślę, że warto byłoby skosztować orginalnych dań z różnych stron świata ale też bardzo bym chciała skosztować dań kuchni molekularnej.... 
4. Najohydniejsze danie jakie kiedykolwiek jadłaś. Nie jadłam chyba jeszcze nic tak ohydnego...wszystko przede mną
5. Czego za żadne skarby nie potrafisz ugotować/upiec?  Wiele kulinarnych wyzwań jeszcze przede mną, choćby chleb... ale myślę, że z dobrym  przepisem i chęciami można wszystko  
6. Twoje popisowe danie/deser? Aż taką mistrzynią to ja nie jestem ;) nie wiem czy popisowe ale zawsze wychodzą mi ciasta i lody :) czyli to co jadłabym najchętniej :D ale jednak muszę ograniczać. Podobno robię świetny bigos i roladki mięsne - to dla mięsożernych członków rodziny a ja najbardziej lubię swoje sałatkowe kreacje ;) 
7. Ulubiona marka czekolad. Tu Was zmartwię bo nie mam jednej ulubionej... może Lindt, bardzo lubię kupować zagraniczne czekolady różnych marek i o różnych smakach lub te robione ręcznie z dodatkiem kwiatów, płatków soli itp. Takie często oferują dobre stoiska cukiernicze.
8. Ulubione danie/deser z dzieciństwa. Mam sentyment do ciastek robionych przez maszynkę - ktoś je jeszcze pamięta...? i do  maminego makowca :) ponadto mama robiła pyszne mięsa w wekach, ten smak i zapach pamiętam do dziś....                           
9. Co najczęściej serwujesz sobie na śniadanie? Granola, płatki, placuszki na słodko, koktajl, jaglanki.... itp. Czasem tost z wedliną i  warzywami....  
10. Twój ulubiony program kulinary.  Wszystkie, które mnie zaciekawią :) 
kiedyś oglądałam programy z Angelą Lawson, Gordonem Ramsey'm,  Rachel Allen, Pascalem Brodnickim a teraz oglądam Okrasę :)  Oczywiście zerkam też na programy typu Hell's Kitchen, MasterChef czy inne tego typu, z tym, że stają się one raczej w moim pojeciu pewnym  show niż typowym programem kulinarnym ..
    
      Pozdrawiam :) 

32 komentarze:

  1. Mój tata przywozi zza granicy takie gotowe syropy z tego bzu. Są pyszne. Idealne czy to do drinków czy nawet po prostu do wody jako napój. Sama nigdy nie marynowałam ani nic podobnego nie robiłam. Ale znam ten smak - niespotykany :) Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To o czym piszesz to na słodko i rzeczywiście pycha :) to co ja zrobiłam to wersja wytrawna na occie czyli idealna do dressingów i przystawek.... A kwiatki bzu pachną i smakują rzeczywiście obłednie :) pozdrawiam!

      Usuń
  2. Ty to masz pomysły na wykorzystanie kwiatów :)
    Homara i trufle też chciałybyśmy spróbować a tak właściwie chciałybyśmy się dowiedzieć o co tyle zachodu z nimi xD
    A czekolady robione ręcznie muszą być niezwykle aromatyczne szczególnie z nietypowymi dodatkami :)
    O ciastkach robionych przez maszynkę się nie wypowiemy, bo nie wiemy na czym to polega xD Ale maminy makowiec zawsze też będzie u nas w pamięci :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powiem tak, rzeczywiście nie wszystkie tzw. wykwintne smaki i mnie przekonują ;) to się m.in tyczy homara czy raków... ale może nie powinnam się przyznawać ;) co do trufli to już zupełnie inna bajka, bo bardzo mi przypasowały: są bardzo specyficzne w smaku i aromatyczne no i rzeczywiście nie tanie.... ale,, od święta,, na wspomianą szynkę zawsze się skuszę :) jest też pasta z trufli, której muszę kiedyś spróbować (np. jako dodatek do makaronów..) Co do ciastek,, przez maszynkę,, to widać, że jednak występuje między nami różnica pokoleń ;) to takie kruche ciasteczka wykręcane przez ręczną maszynkę do mięsa oczywiście z użyciem specjalnej nakładki, która formowała różne kształty :) jak piszę stare to czasy... ale ja mam jeszcze taką maszynkę i zrobię kiedyś te ciacha :) a makowiec tak pyszny to tylko u mamy! Pozdrawiam!

      Usuń
    2. To tym bardziej chciałybyśmy takich dań spróbować, żebyśmy same mogły wydać werdykt czy nam to smakuje czy też nie :)
      A na ciasteczka w takim razie czekamy, bo te słodkości robione w dzieciństwie z mamą lub babcią są wręcz magiczne :)

      Usuń
    3. Ciasteczka macie obiecane ;) pozdrawiam!

      Usuń
  3. Maminy makowiec, ajajaj! Też kocham :)) jego zapach mi się ze świętami kojarzy :)
    Co do bzu...mam właśnie w planach na jutro go poszukać i będę robic nalewkę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja aż tyle kwiatków nie pozyskałam żeby było na syrop czy nalewkę ale mam jeszcze w planie dżemik truskawkowy z kwiatkami bzu :) podobno fajnie się komponują te smaki...

      Usuń
    2. Oooo, jestem mega ciekawa tego dżemiku :)

      Usuń
  4. Moja mama robi sok z kwiatu bzu na przeziębienia. Ale w takiej wersji jeszcze nie widziałam wykorzystania kwiatów bzu :-)

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie wpadłabym na taki pomysł :p A ciastka z maszynki pamiętam; )

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też sama nie wpadłam ;/ co do ciasteczek to witaj w klubie ;)

      Usuń
  6. Nie wpadłabym na taki pomysł :p A ciastka z maszynki pamiętam; )

    OdpowiedzUsuń
  7. Coś wspaniałego... chyba się skuszę i zrobię!
    serdecznie ściskam Olu

    OdpowiedzUsuń
  8. Mam to szczęście, że dostaję taki syrop. To jest świetny produkt do wykorzystania na różne sposoby.
    Ja też lubię czekoladki z kwiatkami robione ręcznie. Kupuję w TK MAXX :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Takie oryginalne czekoladki są pycha :) pozdrawiam

      Usuń
  9. Zazdroszczę dostępu do bzowych kwiatków. Chętnie bym z nich też coś wyczarowała. I oczywiście, że pamiętam takie ciastka ! Co prawda w moim domu się ich nie robiło, ale mogłam ich próbować u koleżanki :) uwielbiałam je !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja skorzystałam z wypsdu za miasto na działkę znajomych :)
      Co do ciastek choć lubiłam je chrupać.... to najbardziej mnie wtedy rajcowało kręcenie ich przez tą maszynkę i zmienianie ich kształtów ;)

      Usuń
  10. a ja muszę w końcu zrobić te kwiatowe baldachimy w cieście

    OdpowiedzUsuń
  11. Wspaniały pomysł a słoiczki jak piękne wyglądają wypełnione takimi uroczymi kwiatuszkami :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, pomysł też mnie zaintrygował :) kwiatuszki w słoiczku na zdjęciu są jeszcze przed gotowaniem, po nim troszkę zmienią kolor ale nadal fajnie się prezentują :)

      Usuń
  12. Nie robiłam nigdy ,ciekawy pomysł.

    OdpowiedzUsuń
  13. Fajne kwiatuszki, nigdy nie używałam ich w kuchni i dla mnie to nowość ;)

    OdpowiedzUsuń
  14. a to ciekawostka nie myślałam że można to marynować:)

    OdpowiedzUsuń
  15. Nigdy nie robiłam takiego syropu, chętnie bym wypróbowała :)

    OdpowiedzUsuń
  16. O bardzo ciekawe :) Jestem bardzo ciekawa tego smaku :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Wspaniałe, jeszcze nigdy nie wykorzystywałam bzu w kuchni:) Też lubię Rachel Allen:)

    OdpowiedzUsuń
  18. Zastanawiam się czy to co rośnie w mojej okolicy to jest właśnie czarny bez.. Bo jeśli tak to bym wypróbowała!:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak wygląda jak na zdjęciach to pewnie to samo ale lepiej się kogoś podpytać :) dzisiaj zapraszam na dżemik z kwiatkami :)

      Usuń
  19. Marynowane kwiatki - ciagle zaskakujesz! Pkt. 7 - mam takie same ulubione, myślę, że nie jadłam pyszniejszej czekolady niż Lindt :-) i też lubię dziwne czekolady, a już szczególnie czarne zawsze wynajduję, bo ta bez udziwnień wcale mnie nie kusi.

    OdpowiedzUsuń

Zachęcam do pozostawienia komentarza.
- pozytywny komentarz to miód lany na me serce, negatywny to łyżka dziegciu do porannej herbaty ...
Za wszystkie z góry dziękuję.

Copyright © 2014 Kulinarne zapiski , Blogger