sobota, 8 października 2016

PESTKÓWKA NA PESTKACH PIGWOWCA

Witajcie :) zimno coraz zimniej trzeba więc nastawić coś na rozgrzanie czyli jakąś pyszną naleweczkę ;) jako, że sezon na pigwowca wciąż trwa podrzucam przepis na pigwowcową pestkówkę. Podobno przepyszna! Idealna również do ciast i deserów jako że smak jej i zapach zniewalająco migdałowy za sprawą amigdaliny :D


Zatem robiąc syrop lub nalewkę z pigwowca nie wyrzucamy pestek tylko zbieramy,  minimum 1 szklankę.  Ja poszłam na całość i od ubiegłego roku uzbierałam dwie szklanki na podwójną porcję ;) troszkę uzupełniłam jabłkowymi... 
bowiem zbieranie pesteczek to zadanie dla cierpliwych i najlepiej to robić właśnie wtedy gdy mamy sporą ilość owoców na inne przetwory.  

Ze względu na dużą zawartość pektyny w pestkach pigwowca przed zalaniem dobrze jest dać im trochę czasu na przeschnięcie, po to by nie zrobił nam się z nastawu galaretowaty glutek. Można rozsypać na papierze lub trzymać kilka dni w lodówce.  


PESTKÓWKA NA PESTKACH PIGWOWCA 

1 szkl. pestek pigwowca 
250 ml. spirytusu 
250 ml. wody
250 g cukru 


Cukier wsypać do wody i przygotować syrop: rozpuścić cukier i zagotować całość. 
Ostudzony syrop wymieszać ze spirytusem i zalać pestki. 
Zakręcić odstawić na 4 tygodnie. 
Przefiltrować,  przelać do butelki. Odstawić na kilka tygodni, 2- 3 miesiące. 
Podobno najlepsza po półrocznym leżakowaniu. 


Nalewka nastawiona, już po kilku dniach pachnie obłędnie. 

Pestkówka to bardzo stary trunek, pijano ją już dawno, dawno temu jak donosi autor ,, Encyklopedii staropolskiej,, Zygmunt Gloger pijano
 szumówkę i od zapraw różne inne jak korzenna, cynamonka, karolkowi, czyli popularna do dzisiaj kminkówka, persyko (pestkówka właśnie) piołunówka i inne. 

Wszystkie pestki w tym tak popularne ostatnio pestki moreli zawierają kwas pruski ale dopóki nie żywimy się samymi pestkami nic nam nie grozi. 

 Niemniej jednak zdania są jak zwykle podzielone. Na temat jest wiele opini skrajnie różnych od siebie od tych że to trujące i basta! po takie, że pestki mają dobroczynny wpływ na nasz organizm. 

Jak donosi Poradnikzdrowie. pl macerat lub napar z nasion pigwy złagodzi niestrawność, pomoże pozbyć się zgagi; zalecane przy nadmiernej fermentacji żołądkowej, stanach zapalnych przewodu pokarmowego, nieżycie żołądka i jelit; w tradycyjnej medycynie ludowej pestki z pigwowca to lek na poprawę apetytu oraz wzmacniające wątrobę...

Kurację oczyszczającą tarczycę maceratem na bazie pestek jabłek lub grejpefruita zaleca prof. Tombak 

Odrębną kwestią są badania/teorie na temat antynowotworowego działania amigdaliny czyli wit.B 17. Oczywiście spotkamy się z różnymi opiniami  tu lub  tu 

Polecam również fajny artykuł na temat potencjalnie trujących produktów, które odpowiednio przygotowane i spożywane z umiarem nie wyrządzą nam szkody. Podsumowując w czasach nafaszerowanych chemią dyskontowych owoców i warzyw i przetworzonej żywności odrobina kwasu pruskiego z pestek nas nie zabije.  Kluczowym zdaje się być tu rozsądek i umiar. 
Faktem niezaprzeczalnym jest to, że nasze prababcie i babcie pakowały do słoików wiśnie, śliwki razem z pestkami i żyło im się w dobrym zdrowiu po 90 - 100 lat.
Potem pojawiły się drylownice :D 
Swoją drogą dzisiejsze jabłka często nie mają pestek!  Zwróciliście na to uwagę? 
Jak uda mi się jednak dorwać jabłko prosto z ogrodu to wcinam je z ogryzkiem i znam kilku sobie podobnych ;)  
Nalewkę też mam zamiar pić na zdrowie wszak to takie nasze amaretto :)



Podczas 4 tygodni, kiedy nastaw nabierał mocy 1 raz w tygodniu otwierałam na chwilę słój, trochę z chęci powąchania ale też by nieco przewietrzyć go z dość intensywnego zapachu cyjanowodoru, z racji tego, że robiłam z podwójnej ilości pestek ten zapach w pewnym momencie był bardzo intensywny. 
Wyczytałam jeszcze, że można nalewkę zakwasić nieco sokiem z cytryny ( tym razem tego nie robiłam) oraz nie lać pod korek do leżakowania. Zlany nastaw nabrał delikatnej barwy, pachnie już tylko migdałowo i smakuje fantastycznie!  Im dłużej leżakuje tym lepiej również dla smaku, zatem pierwsza poważna degustacja za min. 3 miesiące. 






34 komentarze:

  1. Przepis wiadomo nie dla nas ale nawet nie wiedziałyśmy, że w takich pestek można coś przyrządzić :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla Was teeeeż odrobinka jako aromat do ciast na przykład ;)

      Usuń
    2. Nawet odrobinkę wyczujemy z daleka co psuje nam potem cały smak :P

      Usuń
    3. A esencji waniliowej nie używacie? To chyba też na alkoholu jest...

      Usuń
    4. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    5. My używamy pasty waniliowej nie esencji :)

      Usuń
    6. A ja i tego i tamtego :D

      Usuń
  2. ja co roku robię pigwówkę, ale pestkówki jeszcze nie próbowałam :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ostatnio też pisałam o tym, że trująca i jadalna jednocześnie może być jedna i ta sama roślina. Widzę, że Twoje myśli podążyły podobnym tropem. :)
    Pestek oczywiście się nie boję. ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetny pomysł! Nie wiedziałam, że z pestek można zrobić takie cudo :D

    OdpowiedzUsuń
  5. No i muszę ten przepis sprzedać mamie. Klasyczną pigwówkę robi, ale o takiej chyba nie słyszała i na pewno będzie zainteresowana. Pestkówka - fajna nazwa. Pozdrowionka serdeczne :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ola a żeś się nawybierała jak ten świstak :))

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie piłam jeszcze alkoholu robionego na pestkach ! CO za pyszny i intrygujący pomysł :D

    OdpowiedzUsuń
  8. Ciekawi mnie smak takiej nalewki! Zapowiada się naprawdę pysznie :)

    OdpowiedzUsuń
  9. O pigwowce słyszałam ale o pestkówce na pestkach pigwowca nie. Tak naprawdę bardzo mi się ten pomysł na nalewkę podoba. Kto wie, może się skuszę i zrobię. Dobra na zimowe wieczory :)

    OdpowiedzUsuń
  10. o pestkówce słyszę pierwszy raz :) co do zdrowej diety to wydaje mi się, że nasze babcie nie jadły całej masy przetworzonych i pryskanych rzeczy, dlatego ja staram się wybierać produktu o jak najprostszym składzie i te pochodzące z domowych ogródków jeśli mam taką możliwość

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To że nie jadły przetworzonych to oczywisty i główny przyczynek ich długiego życia dlatego też o tym nie wspomniałam ...ale to że nie bały się pestek: śliwki w zalewach, kompoty wiśniowe, nalewki to wszystko robiono na całych owocach...to fakt, sama pamiętam te duże weki z całymi śliwkami...były pyszne! Nikt się tym nigdy nie zatruł i nikomu od spożycia kompotu czy nalewki na pestkach nie wysiadła wątroba. O to mi chodziło ;)

      Usuń
  11. eh alkohol,nie dla mnie :P chociaż nie wiem jak by może do ciasta..musiałabym najpierw u kogoś spróbować

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdecydowanie do ciast byłoby ok, to nic innego jak odpowiednik esencji waniliowej tylko migdałowy ;)

      Usuń
  12. Pychotka :) Obserwuje.
    agnieszka-gromek.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  13. Bardzo ciekawy pomysł, chętnie spróbuję :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Mam podobne zdanie- ludzie dziwią mi się, że zbieram i spożywam jakieś trujące owoce (czyli bez, głóg, tarninę), a sami wszystko kupują w supermarketach i kilkumiesięcznym pociechom dają te jabłka, które nie od dziś wiadomo, że zbierają najwięcej syfu i nim trafią na sklepowe półki są 20 razy pryskane. Ale cóż- dobrze, że my się nie przejmujemy i umiemy wykorzystać to, co oferuje natura :) A o pestkówce przyznaję, że nie słyszałam. Muszę podrzucić przepis babci, ona teraz szaleje w kuchni z pigwą :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nic nie poradzisz ...ważne się nie zniechęcać i robić swoje i oby było więcej takich jak my dziwaków ;D

      Usuń
    2. Świetnie, że wygrzebujesz stare przepisy, warto do nich wracać. Nasze babki jednak miały głowy na karku, że pewne rzeczy jadały i przy małym dostępie medycyny całkiem dobrze się trzymały. A nasze pokolenie jest bardzo schorowane.
      Jednak wracając do tego co pisze Marina, to myślę, że problem np. u mnie tkwi w tym, że mam nie zbyt dużą wiedzę na temat dzikich roślin. Poza tym pewne rzeczy nie można stosować przy pewnych zaburzeniach, co jest też powodem, że czasami możemy sobie zrobić nimi krzywdę. Mogę podać tutaj przykład właśnie czarnego bzu, nie wiedziałam w poprzednich latach o tym, że jestem odwodniona i przez czarny bez dodatkowo pogorszyłam sobie sytuację.
      I żałuje również, że nie nie ma studiów na ten temat tak jak w Niemczech. Tam każdy lekarz musi zaliczyć właśnie zielarstwo i stosowanie substancji z dzikich roślin.

      Usuń
    3. Witam i dziękuję za treściwy komentarz :)
      Oczywiście temat dzikich jadalnych roślin to temat nieco bardziej rozległy niż tylko,, jadalne/niejadalne,,my ludziska różnimy się od siebie,mamy różne schorzenia, być może bierzemy leki i tak naprawdę nasz organizm ( tak jak zresztą piszesz) może zareagować różnie na ten sam produkt. Słyszałam o przypadkach przedawkowania zielonej herbaty - z poważnymi konsekwencjami chorobowymi- co spowodowało, że osoba ta nie może już pić zielonej herbaty. Tymbardziej stosowanie dzikich roślin wymaga ostrożności i obserwacji organizmu. Rozsądek i umiar! Ponadto warto zaopatrzyć się w fachową literaturę gdzie często można doczytać o przypadkach przeciwskazań. Byłoby fajnie móc zapytać lekarza ale u nas bywa z tym różnie,ziołolecznictwo i dzikie rośliny traktowane są przez lekarzy,, z przymrużeniem oka,, co jest często wynikiem braku wiedzy na ten temat. Brak wiedzy często prowadzi do braku jednomyślności,, w temacie,, - jedni zalecają, inni są sceptyczni. Taki przykład z innej półki: psi dietetyk zalecił podawanie psu ostropestu, weterynarz zdecydowanie odradzał... proponując tabletki ;) pozdrawiam!

      Usuń
    4. Polecam 'Ziołolecznictwo. Poradnik dla lekarzy' A. Ożarowskiego i stronę dr Różańskiego rozanski.li to tak na dobry początek żeby wiedzieć co i jak leczy, jak suszyć, przechowywać itd. A najlepsza wiedza jest u babć :)

      Usuń
    5. O widzisz, dzięki za polecenie :) czegoś takiego mi brakowało...mam co prawda książki traktujące na ten temat ale takie bardziej kulinarne z minimum info o właściwościach i zastosowaniu. To szukam i dokształcam się ;) pozdro!

      Usuń
  15. Ola ty wiesz jak nakręcić na nalewkę ;) Z pigwowca moja Babcia robi również nalewkę, ale jak pamiętam z owoców. Jakbyś szukała kogoś do degustacji, wiesz, że możesz na mnie liczyć ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wpadaj! Dam znać jak będzie gotowa ;)

      Usuń
  16. Brzmi fantastycznie. Uwielbiam ją w herbacie :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Moja znajoma robiła nalewka taka oj była pyszna

    OdpowiedzUsuń
  18. Olu, wypróbuję Twój przepis. Ja w zeszłym roku z pestek i obierzyn robiłam galaretkę. Tez była pyszna http://prostepotrawy.blogspot.com/2014/09/konfitura-i-galaretka-z-pigwy.html

    OdpowiedzUsuń
  19. Olu, wypróbuję Twój przepis. Ja w zeszłym roku z pestek i obierzyn robiłam galaretkę. Tez była pyszna http://prostepotrawy.blogspot.com/2014/09/konfitura-i-galaretka-z-pigwy.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Super pomysł taka galaretka ;) to ja chyba też spróbuję ;) pozdrawiam!

      Usuń

Zachęcam do pozostawienia komentarza.
- pozytywny komentarz to miód lany na me serce, negatywny to łyżka dziegciu do porannej herbaty ...
Za wszystkie z góry dziękuję.

Copyright © 2014 Kulinarne zapiski , Blogger